Zasady w biznesie

W 2004 roku znalazłam się w federalnym więzieniu w Alderson, w Zachodniej Wirginii. Wiele spośród przebywających tam więźniarek marzyło o tym, żeby po odzyskaniu wolności otworzyć własną firmę. Przychodziły podzielić się ze mną swo­imi zainteresowaniami, nadziejami i pomysłami. Podobnie jak wiele innych piszących do mnie osób szukały wskazówek, rad i informacji potrzebnych do prowadzenia biznesu.

Pewnego wiosennego ciepłego wieczoru w Alderson dwie młode kobiety przywołały mnie do piknikowego stołu (meta­lowe, ogrodowe stoły były naszym miejscem spotkań, roz­mów, lektury, snucia planów i, niekiedy, jedzenia ?domo­wych” dań upitraszonych w kuchni mikrofalowej). Na stole rozłożone były kartki wypełnione obliczeniami, rysunkami i zapiskami – okazało się, że są to plany i wizje ich biznesu. Zarysy i szkice ?świetnego pomysłu”, który zaczną realizo­wać po wyjściu na wolność.

Przyjrzałam się tym planom. Młode kobiety miały zamiar otworzyć i poprowadzić salon fryzjerski połączony z częścią pomyślaną jako kawiarnia, bar sałatkowy, ponadto oferujący bliżej niesprecyzowaną strawę dla duszy. Planowały usytu­owanie firmy w handlowej części dużego miasta. Żadna z przyszłych właścicielek nie miała doświadczenia ani jako szef kuchni, ani jako fryzjerka. Nigdy też nie prowadziły ja­kiejkolwiek firmy.

Zdumiała mnie kompleksowość ich planu, poraził jego roz­mach – a zarazem ucieszył fakt, że dwie młode marzycielki przymierzały się do takiego przedsięwzięcia. Ponieważ popro­siły mnie o radę, uważałam, że będąc doświadczonym doradcą i przedsiębiorcą z osiągnięciami, muszę ocenić ich plan uczci­wie, z przezornością, krytycyzmem i bez owijania w bawełnę. Nie chciałam ich zniechęcić lub załamać, ponieważ obie mu­siały spędzić jeszcze jakiś czas w Alderson. Przygotowałam więc konspekt i w sali pod kaplicą zorganizowałam prelekcję na temat związany z otwieraniem własnej firmy. Po­sługując się przykładem ich planu, mówiłam o biznesowych marzeniach, pasjach oraz wizjach. Zachęciłam do planowania, inwestowania, współpracy i ostrożnego, przemyślanego bada­nia wszystkich szczegółów.

Nawiązując do ich planu, wyraziłam obawy, że jest zbyt ambitny, za bardzo rozległy, trudny, kosztowny i na dodatek trochę staromodny. W dużych miastach, takich jak Nowy Jork, salony fryzjerskie są eleganckimi centrami urody, zdrowia i zabiegów kosmetycznych. Z reguły kobiety nie mają ochoty jeść w miejscu, gdzie strzyże się włosy. Być mo­że wypiją tam dobrą kawę, herbatę, a nawet zjedzą w biegu kanapkę. Próbowałam je namówić do rozdzielenia biznesu na dwa odrębne: restaurację i salon fryzjerski. Taki plan ro- kowal lepiej ? wielu handlowców detalicznych zaczęło wła­śnie rozwijać koncept tzw. zakupów jednoprzystankowych. Doradziłam im czytanie fachowych czasopism, magazynów mody i kompletowanie książek związanych z dziedziną ich zainteresowań.

Po wyjściu z Alderson musiałam spędzić jeszcze pięć miesię­cy w areszcie domowym. W tym czasie obejrzałam w nocy wie­le filmów, a wśród nich Barbershop. Być może właśnie ten film zainspirował owe dwie kobiety. Wiem, że inspirację można zna­leźć w wielu różnych miejscach. One wiedziały o tym również.

Ich ?świetny pomysł” przypomniał mi trochę plan, który przedstawiłam około pięć lat wcześniej grupie doświadczonych inwestorów, która wspomagała rozwój i finansowanie takich firm jak Netscape, Google, Intuit i wielu innych. Bardzo entu­zjastycznie podchodziłam wtedy do mojego pomysłu. Długo i szczegółowo mówiłam o jego możliwościach i potencjalnie cudownym wpływie na środowisko gospodyń domowych. W odpowiedzi otrzymałam dziwne spojrzenia i próby zniechę­cenia mnie do owych planów, bo ?zbyt ambitne”, ?za wcześnie na nie”, ?za bardzo rozległe”. Wykorzystałam te krytyczne uwagi i komentarze w udoskonalaniu mojej firmy – Martha Stewart Living Omnipedia (MSLO). Kontynuujemy pracę do dzisiaj, wciąż z takim samym zaangażowaniem.

Bycie przedsiębiorcą nie jest łatwe, ale ekscytuje, bawi, in­teresuje i stawia nowe wyzwania. Kolejne rozdziały pokażą, że wymaga to trochę więcej zapału niż ?pójście do pracy”, więcej niż tylko ?wykonanie roboty”. Bycie przedsiębiorcą wymaga oczu z tyłu głowy, ciągłej nauki, ciekawości, niewy­czerpanych zasobów energii i dobrego zdrowia lub co naj­mniej odporności na choroby. Wymaga też zdolności do kon­centrowania się przez wiele godzin i radzenia sobie z brakiem snu. Dla wielu osób wymagania te brzmią raczej zniechęcają­co. Ale to są cechy wspólne ludziom sukcesu.

Przedsiębiorczość nie ginie i ma się całkiem dobrze – do­wody widoczne są każdego dnia. A ponieważ tak wielu ludzi szuka odpowiedzi na pytania związane z pomysłem na biznes i jego realizację, postanowiłam napisać praktyczny podręcz­nik Zasady Marthy. Mam nadzieję, że posłuży Wam jako książka z przepisami na własny sukces.